Kura domowa czy kobieta sukcesu? Jak to jest z tym rownouprawnieniem?

09:34 Mamy do Pogadania 20 Comments

Kobiety od zawsze walczą o równouprawnienie. Nie podoba się nam to, że w wielu przypadkach jesteśmy dyskryminowane i niedoceniane. I mimo tego, że żyjemy w XXI wieku nadal do kobiety jest przypinana łatka z napisem KURA DOMOWA. Tak, wiem, że brzmi to drastycznie, ale właśnie tak czuję i takie jest moje zdanie!





Bo jeśli nawet NIE CHCESZ być postrzegana jako kura domowa i spełniasz się jako kobieta sukcesu, to czy na pewno tak jest? Na pewno możesz odnosić sukces w 100%? Masz możliwości, by poświęcić swojej pracy i swoim zamiłowaniom całą siebie?


Oj, mamy do pogadania, muszę to z siebie wyrzucić. Ja przedstawię Wam jak to wygląda u mnie - u mamy dwójki dzieci i żony zapracowanego męża. Następnie wypowie się M2, samotna mama dwójki chłopców, która musi ze wszystkim sobie radzić sama.

To jak to u nas z tą kobietą sukcesu?

M1:

7 lat poświęciłam dzieciom i mężowi. Jestem z tego dumna i sprawia mi to radość. Czuję się również doceniona i spełniona, ale....
Są takie momenty, kiedy chciałabym coś w swoim życiu zmienić. Są takie chwile, kiedy chciałabym poświęcić się jednej rzeczy i TYLKO tej jednej rzeczy.
Bo jeśli nawet mam swoje plany na przyszłość. Jeśli nawet chcę iść do pracy, lub dorobić sobie tutaj w domu, lub przy domu, to ZAWSZE muszę myśleć o dzieciach. Mam męża, powinniśmy się uzupełniać, ale on jest właśnie jeszcze z tych PRAWDZIWYCH niereformowalnych facetów, którzy biorą utrzymanie domu na swoje barki. Powinnam być szczęśliwa i wdzięczna jemu za to co dla nas robi. Bo pewnie niejedna kobieta chciałaby być w domu i nie czuć presji pójścia do pracy. ALE JA TAK NIE POTRAFIĘ! A może przede wszystkim TAK NIE CHCĘ!
Wyszukuję sobie ciągle jakieś zajęcie. Widzę jak wiele jest do zrobienia, i próbuje we wszystkim wyręczyć małżonka. I nie patrzę na to, czy jest to praca męska czy kobieca. Nie uznaję takich podziałów. Jest coś do zrobienia to to robię i już.

Tylko jest mała różnica między moją pracą w domu czy na gospodarstwie, a tą samą pracą mojego męża. Wiecie jaka?

Gdy ja coś robię i dziecko w między czasie zawoła: Mama siusiu, mama kupę, mama jeść, mama pić, mama przytul mnie! To oczywiście rzucam wszystko i idę do tych moich dzieci. Nie pamiętam kiedy mogłam cokolwiek zrobić od początku do końca, bez zbędnych przerywników! Jak mi czasami tego brakuje!!!

A kiedy to mój mąż coś robi i dzieci krzyczą do niego: Tata siusiu, tata kupę, tata jeść, tata pić, tata przytul mnie!To słyszę potężny głos : Żonka, weź dzieciaki bo mi przeszkadzają. Zrób im tam to, czego chcą. No dobra, trochę mnie poniosło. Jeśli chodzi o przytulaska, to wtedy zrobi to sam, bo jest to dla nas jak i naszych chłopaków bezcenne, ale siusiu i inne sprawy to już mamusia MUSI załatwić.

I jak to jest z tym równouprawnieniem?

Nie ma sprawiedliwego podziału. To wcale tak nie działa jak byśmy sobie tego życzyły! Możesz być kobietą sukcesu, ale TYLKO I WYŁĄCZNIE w przerwach bycia mamą, żoną, kucharką, czy sprzątaczką. Nawet teraz pisząc tego posta, musiałam zrobić sobie dwie przerwy. Jedna na kupę młodego, drugą na wstawienie obiadu. A już nie wspomnę, że jedna praca na podwórku musiała być odłożona na zaś, bo młodemu zachciało się właśnie kupę, a później odmówił pójścia na dwór! I co mi pozostaje? Chyba jedynie pogodzić się z tym wszystkim i czekać aż dzieci dorosną i się usamodzielnią.

M2:

A ja już na to wszystko inaczej patrzę. Nie uważam, że obowiązki domowe - typu gotowanie obiadu, sprzątanie czy podcieranie Dzieciowi tyłka świadczą o tym, że jestem kurą domową - NIE JESTEM, i nigdy nie byłam.

Często mówię, że jestem zmęczona.. życiem na pełnych obrotach, macierzyństwem.. Codziennością. No i co? Nie tylko ja..

Bycie matką, to w pewnym rodzaju misja przecież. Ba! Ja to za misję uważam nawet bycie kobietą ;) I uważam, że to równouprawnienie już przyszło.

Tata na tacierzyńskim

A co! może.. jeśli tylko chce. A Matula może się wtedy spełniać w pracy zawodowej, ale która by u licha chciała od razu dziecko zostawić, hm? Ja pracowałam... miesiąc po porodzie już tłukłam teksty na zamówienie, bo potrzeby finansowe wzrosły przecież, a Pan Tata miał to w dupie- ktoś zatem musiał wziąć na siebie utrzymanie rodziny.

Zajmowałam się domem, dzieckiem i myślałam o pracy i.. BYŁAM SZCZĘŚLIWA. Spełniałam się na całego nawet nie mając w nim wsparcia.

Ale może nie czułam się tą kurą domową właśnie dlatego, że zostałam rzucona na głęboką wodę. W każdym razie, dzięki temu teraz jestem SILNA. Co z tego,  że sama wychowuję moje Bąki - dajemy radę.. Jakoś. I szczerze mówiąc, to ja czuję się jak KOBIETA SUKCESU WŁAŚNIE. Choćby dlatego,  że nie przegrałam życia, a wygrałam TRZY!

Podział obowiązków..

Wiecie co? Ja to uważam, że Faceta trzeba sobie WYCHOWAĆ. Mówię o Mężczyźnie, a nie dupie, której mężczyzną się nazwać nie da. Nie mówię też o damskich bokserach, przed którymi najlepiej uciekać gdzie pieprz rośnie.

Prawdziwy mężczyzna sam będzie wiedział co zrobić, by jego kobieta nawet w domu czuła się doceniona. On wie, że praca w domu też jest absorbująca i BARDZO męcząca i sam pójdzie Dzieciowi ten tyłek podetrzeć nawet jeśli akurat woła : Maaaamooooooo!

Bo tak naprawdę to, czy my - kobiety- czujemy się spełnione zależy właśnie od nich...od naszych Panów.

A Wy, drogie Panie... Jesteście kobietami sukcesu, czy kurami domowymi?;) Co myślicie o równouprawnieniu.. jest. czy go nie ma?

20 komentarzy:

  1. U mnie jest tak.Wszystko robie sama.Maz pracuje za granicą, nawet jak przyjeżdża w niczym mi nie pomaga,a jeszcze narzeka ze nic nie robie.Sorry ale przy dwójce dzieci chyba jest co robić, mimo tego cały dom na mojej glowie,obiad i pies.Wiec tak czuję się kura domowa,sprzątaczka i kucharka.Dziecmi zajmuje się sama,tatuś nigdy nie poświęcał im czasu wiec nawet nie biegną do niego tylko cały czas Mama mama i mama.Nie mam czasu dla siebie.Wstaje rano,kładę się spać w nocy bo w dzień za dużo nie zrobię. Niedługo wracam do pracy wiec jeszcze bardziej będę miała napięty grafik.
    Komentarz Monika Aleksandrowicz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M1: Moniko, mam nadzieję, że po powrocie do pracy będziesz szczęśliwa. Odpoczniesz od rutyny i codzienności, spotkasz nowych ludzi i może wtedy poczujesz się lepiej. Bycie mamą nie jest proste, wymaga wiele poświęceń, ale czasami wystarczy zmienić swoje nastawienie. Naprawdę, można cieszyć się nawet takim życiem. Mój mąż pracuje od rana do nocy, wszystko robię sama i na początku nie było mi z tym dobrze, ale teraz wiem, że mam dla kogo żyć, że moje poświęcenie to misja i że dzieci będą mi za to dziękować. Już to robią codziennym mamo dziękuję, mamo kocham, mamo przytul. I pomimo ogromnego zmęczenia pękam z dumy i radości gdy mając do wyboru mnie albo tatę, najpierw przychodzą do mnie i ze mną się liczą. Wiem, że jestem im potrzebna i że to co robię ma sens. Życzę i Tobie odnalezienia radości w tym wszystkim!

      Usuń
  2. Miarą sukcesu jest nasze samopoczucie. Jeśli jestem w domu ale wiem że to mój wybór i techo chę to czuję się spełniona. Innym razem gdy pragnę poczuć jak to jest na etacie to wracam do takiej pracy. Moje wybory więc to ja decyduję a tym samym wnioskuję że jednak istnieje równouprawnienie. Czase jedynie trzeba o tym przypomnieć tej brzydszej połowie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M1: Nie zawsze mam wybór i mogę zawalczyć o siebie, ale staram się we wszystkim znaleźć pozytywy i to naprawdę pomaga.

      Usuń
  3. Kura Domowa to bardziej stan umysłu niż jakaś rzeczywista przynależność. W sumie co ja tam wiem, ale wyznaję zasadę, że trzeba wyłożyć sprawę wprost: trzeba powiedzieć, czego się oczekuje, jak się to sobie wyobraża i wszystko na spokojnie ustalać. Najważniejsze zawsze jest bycie szczęśliwym!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M1: Dokładnie tak, kura domowa jest tą kurą jeśli nie czuje się dobrze z tym co robi. Często słyszę od znajomych: Ty to taka kura domowa i matka polka jesteś. Ale co z tego? Ja to lubię, to sprawia mi radość, czuję się potrzebna i niech sobie mówią co chcą.

      Usuń
  4. Zgadzam się, że KURA DOMOWA to raczej stan umysłu, bo bywają kobiety, które wpasowują się w to określenie, a wcale tak się nie czują i realizują się ciekawiej, niż owe niby karierowiczki, które oprócz pracy zawodowej nie maja nic ciekawego do powiedzenia i ofiarowania światu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M1: O tak, właśnie ja do takich kobiet należę. Dla ludzi z zewnątrz jestem kurą domową, a w moim mniemaniu jestem kobietą spełniającą się jako matka i żona. I jest mi z tym dobrze!

      Usuń
  5. A kura domowa to nie kobieta sukcesu?? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M1: Bo wszystko zależy od tego jak kto na to patrzy ;-) ja właśnie jestem kurą domową odnoszącą sukces w tej dziedzinie ;-) Nie straszne mi robienie miliona rzeczy w domu jednocześnie. Jestem dumna ze swojego samozaparcia i mobilizacji ;-)

      Usuń
  6. Kura domowa to dość niefortunne określenie. W końcu matka to menadżer z najwyższej półki. Jest wielozadaniowa,w jazdę sytuacji musi się odnaleźć i szybko podjąć trafna decyzję. Żaden facet tego nie potrafi. Samotna matka to dla mnie w ogóle jakiś heros, bo o ile facet zawsze wywraca oczami jak ma coś zrobić przy dziecku, o tyle zwykle pomoże, a samotna matka nie może liczyć nawet na to minimum...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M1: Jest taki dowcip, w którym faceci się śmieją, że w dniu ślubu wnoszą żonę przez próg ponieważ wnosi jednocześnie kucharkę, sprzątaczkę, zmywarkę i kochankę. Myślę że możemy jedynie z tej swojej wielozadaniowości być dumne. Nie każdy tak potrafi

      Usuń
  7. U nas też jest róznie wszystkie obowiązki domowe robię JA w gospodarstwie też muszę pomagać no b jak inaczej a jak mąż ma mi coś pomóc to wielka obraza majestatu :) Choć jeśli chodzi o Młodego to ostatnio prawie wszystko przejął i dobrze mu to wychodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M1: Myślę, że pomimo tego, że czujemy się źle w domu i mamy ochotę wszystko zostawić i zwyczajnie odpocząć, gdzieś tam w głębi duszy czujemy, że jesteśmy niezastąpione. Narzekamy na bycie kurą domową ale często nie pozwalamy sobie na pomoc. Zapominamy, że do faceta trzeba wprost mówić, a nie półsłówkami. Zajmie się młodym, w domu też by pomógł, tylko trzeba do tego Twojej cierpliwości i wiary w męża ;-)

      Usuń
  8. Lepiej być spełnioną kurą domową, niż sfrustrowaną kobietą na wysokim stanowisku, która swój "sukces" odniosła kosztem własnego szczęścia, tylko by udowodnić światu, że może być tak samo dobra jak mężczyźni. Oni jak widać jakoś nie czują potrzeby udowadniania nikomu niczego. Robią co lubią i tyle. Całe to równouprawnienie jakby osłabiało kobiecą siłę, kazało jej rozmieniać się na drobne. A przecież są różne definicje sukcesu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M1: Mądre i bardzo trafne podsumowanie wszystkiego!

      Usuń
  9. Ja tam jestem kurą z doktoratem i jest mi dobrze :P No, dobra nie do końca i nie tylko kurą, bo tylko na urlopie macierzyńskim, ale biorąc jeszcze wychowawczy (kawałek) i zaległe urlopy będę prawie 2 lata w domu. I kurczę, coraz bardziej mi się podoba i nie chce mi się do roboty wracać. przy starszaku wróciłam po 8 miesiącach, a teraz taaaak mi dobrze w domu

    OdpowiedzUsuń
  10. ja uważam, że to sprawa indywidualna każdej kobiety. Dużo się w tym spełnia i nie potrzeba im więcej, te które mają ambicje się spełniać mają te możliwości również, Uważam, że nie potrzebnie szuka się dziury w całym, ale fakt czasami niektóre sprawy przyprawiają mnie o mdłości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M1: Dokładnie tak, jak to wcześniej ktoś napisał kura domowa to tylko sprawa umysłu, nikt się nią nie będzie czuł jeśli będzie odbierał to jako przyjemność a nie konieczność.

      Usuń
  11. Heh mam dwuletniego synka i siedze z nim w domu tzn nie pracuje. Pracuje moj narzeczony... hmm czasami czuje sie jak kura domowa obarczona obowiazkami a to obiad a to pranie ale tylko czasami jak mam jakis kryzys:) staram sie cieszyc tym czasem kiedy moj synek jest caly czas ze mna, kiedy nie spieszymy sie do pracy do przedszkola itp. a co do obowiazkow domowych...hmm mam kochanego narzeczonego ktory nie boi sie zadnych wyzwan domowych i we wszystkim mi pomaga kiedy tylko ma czas:)

    OdpowiedzUsuń