Kocham, nie biję! Czy to dobry sposób, na zbuntowane dzieci?

09:24 Mamy do Pogadania 22 Comments

Zastanawiasz się jak wychować dziecko, próbujesz wszystkiego - wyznajesz zasadę kocham nie biję, ale Twoje nerwy są na skraju wytrzymałości i zupełnie sobie z tym nie radzisz? Jesteście rodziną, ale sama wychowujesz dzieci, bo ktoś musi na Wasze utrzymanie zarobić? Przytłacza Cię wszystko, dzieci nie słuchają, a Ty czujesz, że pękasz i .... co wtedy robisz?




No właśnie, co wtedy? Ile człowiek może znieść? 


M1:

Kocham nie biję, bo wiem, że to boli i doskonale sobie zdaję sprawę z tego, że agresja budzi agresję.


Próbuję wszystkiego.
- Tłumaczę, dlaczego nie może w taki sposób postępować. Opowiadam co wtedy czuję ja, oraz co mogą czuć inni.
- "Odwracam role" i pytam jak by się on czuł, gdyby ktoś jemu to zabrał, lub to zrobił?
- Zawsze podczas rozmowy każe patrzeć sobie w oczy, wtedy wiem, że musi się skupić na tym co mówię!
- Ostrzegam, że jeśli w tym momencie nie zmieni swojego zachowania, dostanie karę.
- Daję sobie czas na odreagowanie złych emocji, liczę do 10, głęboko oddycham, zaciskam zęby i czekam...
- W końcu nadszedł czas na stanie w kącie, zabranie zabawki, zakaz telewizora...
....... i nie zawsze to wszystko działa. Niestety bywa i tak, że pomimo tych wszystkich prób wychowania, dziecko robi swoje. Co robię? Albo chwytam dziecko mocno za ręce i tłumaczę, że w tej chwili ma się uspokoić, albo i klapsa dam. Oczywiście w pierwszej chwili następuje reakcja obronna, ale za chwilę jednak następuje płacz i żal. Niestety, pomimo tego, że nie uważam, by była to dobra metoda i staram się panować nad sobą, nie zawsze jest to możliwe. Puszczają mi nerwy, nie mam pomysłu na dalsze działania i wtedy ta metoda działa. Może dziecko potrzebuje jakiegoś bodźca, który go ocuci? Nie pochwalam tego, nie jestem z siebie dumna i naprawdę staram się ze sobą walczyć, ale nie zawsze mi to wychodzi.

A co na ten temat sądzą inni ?


Cześć, jestem Sandra i chciałabym podzielić się z Wami moją metodą wychowywania dzieci.
Wiem, że żyjemy w czasach, gdzie nie wolno dzieci bić i na nie krzyczeć, ale ja zupełnie z tym się nie zgadzam.

Jak było dawniej a jak jest teraz?

Pamiętam czasy, kiedy w szkole za złe zachowanie dostawałam linijką po dupie lub po "łapach". Ciągnięcie za uszy lub klaps nie były niczym złym. Była to normalna i dopuszczalna metoda wychowawcza i nie budziła żadnych kontrowersji. A teraz robi się wielkie halo z każdej rzeczy i dzieciaki są takie a nie inne. Wzrasta przestępczość, bo dzieciaki i młodzież czują się bezkarni.

Dlatego, by nie wychować moich dzieci na rozpieszczone bachory, pozwalam sobie na korzystanie właśnie z tych babcinych metod.

Nie słucha mnie któryś z dzieciaków, trudno - klaps po dupie na pewno pomoże. Nadal się rzuca? Trudno, drugi raz również dostanie. I trzeci - jeśli będzie trzeba, aż do skutku! Wiadomo, robię to w celu wychowania i wyperswadowania niektórych zachowań, i nie zamierzam nikomu zrobić krzywdy. Uważam by nie trafić w złe miejsce i by nie uderzyć zbyt mocno. Nie zbyt mocno, ale jednak boleśnie! I wiem, że to działa i jest w tym sens. Wiedzą co im wolno, a czego nie. Doskonale sobie zdają sprawę z tego, za co dostaną klapsa. Nie pyskują, nie broją - chodzą jak zegareczki.

Bo w wychowywaniu trzeba być stanowczym i konsekwentnym.

Najgorsze co może być, to pobłażanie i uleganie dziecku. Jak raz pokażesz, że jesteś słaba, ono umiejętnie to wykorzysta. Przede wszystkim trzeba być konsekwentnym za każdym razem! Wychowywanie to ciężka praca i nie ma tutaj czasu na pomyłki.

A może gdyby w szkołach wprowadzić większy rygor i dyscyplinę inaczej to wszystko by wyglądało? Nauczyciel nie ma prawa głosu. Gdy tylko za mocno się uniesie, spróbuje naprowadzić ucznia na dobrą drogę i zwróci mu uwagę, zaraz jest zastraszany i obrażany. Co to za czasy, kiedy to uczeń ma większe prawa od nauczyciela? Jak szkoła ma kształtować młode charaktery, kiedy rodzice nawet w najdrobniejszych kryzysach przychodzą do szkoły z pretensjami i walczą o SWOJE racje, choć nie było ich podczas danej sytuacji?
Dawniej była koza, ośla ławka, linijka i ostra dyscyplina! A teraz jest strach i brak szacunku, bo NIE WOLNO ucznia tknąć. Nie ma miejsca na dyscyplinę!

Dupa nie szklanka, nie zbije się!

Przecież nie mówię tutaj o katowaniu i robieniu pręgów na tyłku czy innych miejscach ciała. Ale uważam, że klaps, bicie linijką po łapach, ciągnięcie za ucho, karne godziny w szkole pomogłyby w utrzymaniu spokoju i rygoru . Może wtedy młodzież i dzieci wiedzieliby, co jest dobre a co złe a próby zastraszania nauczyciela nie miałyby miejsca? Ja biję, choć kocham swoje dzieci najmocniej na świecie. I one kochają mnie!

M2:

Trudno jest nie stracić cierpliwości, kiedy ma się w domu dwa, zbuntowane Łobuzy. Wiecznie się tłuką, szarpią, drapią, rywalizują ze sobą NON STOP!

Kiedyś.. zanim zostałam Mamą myślałam sobie :

- jak można uderzyć dziecko? No jak? Przecież to oczywiste :kocham, NIE BIJĘ.
- moje dzieci będą jadły słodycze tylko raz w tygodniu - JASNE ;)
- nie będą siedziały przed telewizorem kiedy będę miała coś do zrobienia - Ehe! ;)
- NIGDY nie przeklnę przy nich, nie krzyknę, nie dopuszczę do sytuacji, w której nie będą mnie słuchały - no OCZYWISTA OCZYWISTOŚĆ, co? Pfff

Wydawało mi się, że rodzicielstwo to taka prosta sprawa. "Zaprogramuje" Dziecia jak robota i będzie robił to, co będę chciała. A wszyscy wokół będą wychwalać - ohh jakie to grzeczne dziecko.

Tia... chociaż właściwie, wychwalają. Jak patrzą na nie z boku - czasami. Bo - Drogi Czytelniku - ja przyznaję przed Tobą, i sama przed sobą, że są sytuacje, w których sobie ze swoimi Dziećmi NIE RADZĘ!

I tak - wtedy podniosę głos. Tak! Porozstawiam ich po kątach. TAAAAAK - DAM CZASAMI TEGO KLAPSA!

I chociaż uważam, że to najgorsze z możliwych rozwiązań świadczące o mojej słabości, i  mam z tego powodu wyrzuty sumienia  to nie zamierzam Wam ściemniać jaka ze mnie idealna matka.

Wiem, jakie mogą być tego konsekwencje

Że przemoc rodzi przemoc, agresja, agresję. Ale jestem PEWNA, że nie ma tutaj, wśród nas osoby, która NIGDY, PRZENIGDY nie klepnęła swojego Dziecka w dupsko albo po łapskach. NIE WIERZĘ. Bo nawet najbardziej cierpliwy Rodzic, czasami pokłady tej cierpliwości traci.

Kocham swoje dzieci - są dla mnie najważniejsze, i kiedy podejmuję jakiekolwiek decyzje ZAWSZE kieruję się ich dobrem, jednak przyznaję, że miewam chwile słabości, i kiedy wszelkie inne sposoby zawodzą, klaps zwycięża.

A co na ten temat sądzą inni ?

Ania: Czasami jest straszna . Wiesz, jak potrafi mi nerwy psuć. W takich momentach mam dość macierzyństwa. Proszę, tłumaczę - wszystko na nic. Wtedy nie wytrzymuję, Przyrżnę jej raz w dupsko i mam spokój . Przyjdzie, przeprosi, mówi, że więcej nie będzie.
A ze mnie ulatują złe emocje.
Czy czuję się wtedy złą matką? Nie!

Ewelina: Serio wierzysz w to, że są rodzice, którzy nigdy nie wpierdolili swojemu dziecku? ja nie wierzę. Lukrowane rodzicielstwo jest w modzie.Nikt publicznie nie powie, że wyszedł z dzieckiem z kościoła po to, żeby mu wchrzanić porządnie na dupę, bo się zachować nie potrafiło. Ja to zrobiłam. RAZ! Od tego czasu wiedział, że to nie przelewki.
Nie biję, uderzę czasem, jak nie mam już cierpliwości i młody przechodzi samego siebie. Pomaga. Zawsze. Ale robię to rzadko.

Kuba: Czasem mam ochotę tak mu przydzwonić, że.... ehh.. ale nie robię tego. Powstrzymuję się w ostatnim momencie chociaż wchodzi mi na głowę. Klepnąłem go może raz czy dwa przez 7 lat jego życia. Fakt - był wtedy bardziej posłuszny. Ale to nie jest dobra metoda wychowawcza. Tak czuję...

Jak widzicie, zdania są podzielone. A co Wy sądzicie na ten temat? Czy bicie, to dobry sposób na zbuntowane dzieci? Uderzyliście kiedyś - choć raz swoje dziecko? Jak się z tym czuliście?

22 komentarze:

  1. wychowanie dziecka na dobrego, mądrego i odpowiedzialnego człowieka nie jest proste, to wie każdy rodzic. Ale przemoc wykorzystywana w tym aspekcie budzi niechęć, kontrowersje. Poniżanie małego człowieka. Bo bez względu na wiek to mały człowiek, taki jak my. A czy my lubimy jak ktoś nas bije ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M1: Nikt nie lubi być poniżany. Bicie nie jest niczym dobrym.

      Usuń
  2. A co tam, przyznam się... zrobiłam to 2 razy. Pierwszego nie żałuję, drugi był gorszy dla mnie, niż dla syna. Za pierwszym razem nie mogłam oduczyć mojego 2-latka od wtykania palców do kontaktu. Dałam po łapach. Traf chciał, ze wkrótce potem w radiu pani psycholog przekonywała rodziców, że skuteczniej jest dać po łapach, bo nie wytłumaczysz tak małemu dziecku, że może je porazić prąd. Drugiego razu bardzo się wstydzę: siedziałam z kilkoma osobami, próbowaliśmy porozmawiać, dzieci szalały i pomimo próśb nie chciały się uspokoić. Inni rodzice nie reagowali, ja oburzona, że syn mnie słucha, walnęłam z liścia. Wszyscy zamarli, syn się zdziwił, a ja popłakałam nad swoją bezradnością i porażka rodzicielska. Bardzo to przeżyłam i do dziś sobie wyrzucam, ale syn na szczęście tego nie pamięta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M1: Właśnie najgorsze ( a może najpiękniejsze) jest to, że bez względu na to jakimi rodzicami jesteśmy i co zrobimy dziecko bezgranicznie i bezinteresownie nas kocha i szybko zapomina i wybacza. Nie zmarnujmy tego i starajmy się nie działać w emocjach. Pozdrawiam

      Usuń
  3. Teraz to wszystko poszło w dziwnym kierunku. Nie bijmy dzieci, ale wymagajmy też szacunku dla siebie. Bezstresowe wychowanie to nie to samo co wychowanie bez stresu. Dziecko od którego się nie wymaga nie jest przystosowane społecznie. Teraz my, rodzice, nie dajemy klapsów, bo nie wypada, ale widuję bardzo często dzieci w wieku przedszkolnym, które potrafią np. zdzielić matkę z liścia. I słyszą wtedy tylko "niewolno". Ludzie dzielą się teraz na tych co dzieci katują i na tych co nie robią nic, nawet w dawaniu kar nie są konsekwentni....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M1: Bo tak naprawdę często nie wiemy jak się zachować i co zrobić w takiej sytuacji. Ludzie patrzą i oceniają. Tyle się słyszy w telewizji na temat odbierania dzieci rodzicom. Nigdy nie wiadomo, co kto zrobi jeśli za gwałtownie zareagujesz. Ale nic nie robienie i przyzwolenie na bicie rodzica moim zdaniem jest gorsze od gwałtownego odsunięcia dziecka i ostrej wymiany słów.

      Usuń
  4. Oj mój Franuś potrafi doprowadzić mnie na skraj wytrzymałości, zdarza mi się krzyknąć naprawdę głośno, z czego nie jestem dumna. Mój syn zwykle wtedy zamiera w miejscu, usta wygina w podkówkę i patrzy na mnie tak, że od razu ma wyrzuty sumienia. Niestety takie zachowanie świadczy o mojej słabości. Choć czasem myślę, że dziecko też powinno wiedzieć, że są pewne granice.
    Natomiast nigdy prze nigdy nie krzyczę gdy wpada w histerią, wtedy czekam, aż się uspokoi i przytulam go, jeśłi mi na to pozwala.
    Uważam, że kary cielesne jako takie nie są rozwiązaniem, agresja budzi agresję. Ale gdy dziecko z uporem maniaka pcha drut do gniazdka i żadne prośby, groźby i krzyki nie pomagają, to ja rozumiem w 100% rodzica, który daje po łapach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M1: No właśnie. To wszystko jest przede wszystkim oznaką naszej słabości i bezradności - niestety. Łatwo innym nas oceniać, ciekawe co sami zrobiliby w takim przypadku?

      Usuń
  5. Dzieci nie mam, więc nie wiem jak to jest, ale uważam, że przemoc fizyczna jest taką ostateczną ostatecznością... Zawsze warto najpierw spróbować rozmową przekonać dziecko, że źle postępuje, dopiero potem uciekać się do bezpośrednich metod...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M1: Nigdy nie powinno się dopuszczać bicia, ale niestety czasami po prostu nic innego nie skutkuje...

      Usuń
  6. Franek jest za mały, żeby mnie tak wyprowadzić z równowagi. Na chwilę obecną powiem tak - chciałabym bardzo uniknąć takich sytuacji, kiedy tego klapsa dam, ale teoria, teorią a życie wszystko zweryfikuje.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeszcze nigdy nie uderzyłam swojego syna i mam nadzieję, że tego nie zrobię.

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj bycie rodzicem, to trudna sprawa. Tyle ile rodziców, tyle opinii. Dobrze jeśli działa w rodzinie system kar (nie cielesnych) i nagród.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M1: Każde dziecko jest inne, i na każde dziecko co innego działa. Ale również uważam, że kary są najlepszym rozwiązaniem.

      Usuń
  9. Mam nadzieję, że nie uderzę swojego dziecko. Chociaż nie powiem czasami miewam kryzysy...moja cierpliwość jest wykorzystywana na maxa. Źle się czuje, gdy na niego krzyknę. A co by było gdybym go zbiła?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M1: Nie daj się ponieść emocją!!! Trzymam kciuki!

      Usuń
  10. Uważam, że rodzice nie powinni bić swoich dzieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M1: Nie powinni, ale niestety nie zawsze to wychodzi

      Usuń
  11. Ech, czasami maluchy potrafią nieźle dać się we znaki i postawić nas, rodziców, na skraju wytrzymania... :) Grunt to zachować spokój :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Trochę się we mnie zagotowało jak przeczytałam niektóre wypowiedzi. No ale cóż kontrowersyjny temat to i kontrowersyjne opinie. Dla mnie posiadanie dzieci to ciągła, mozolna praca. I nie polega ona na wychowywaniu - czytaj: ciągłym korygowaniu dziecka, ale na pracy nad sobą. Już w ciąży czytałam o wychowywaniu bez nagród i kar, o pozytywnej dyscyplinie, o tym jak rozmawiać z dziećmi, żeby nas słuchały. Efekty są widoczne nie tylko w moim zachowaniu w stosunku do dziecka ale również do partnera. Nie uznaję przemocy, nawet tej emocjonalnej. Dać klapsa to najprymitwniejsze rozwiązanie, trudniej jest poszukać lepszych długofalowych rozwiązań. Tak jak niewyobrażam sobie, żeby mój mąż "walnął mi z liścia" albo ja jemu, tak samo niewyobrażam sobie uderzyć syna. Zresztą co mogłoby mnie tak wkurzyć, żebym miała aż podnieść na niego rękę? Każde "złe" zachowanie ma jakiś powód i najczęściej to bycie ignorowanym, nuda, zazdrość lub zemsta. Poczytajcie, zastanówcie się nad przyczynami zachowania waszych dzieci, rozmawiajcie z nimi o emocjach i pytajcie co czują gdy przeskrobią. To działa. Pomoralizowałam i spadam do mojej sielskiej krainy rodzicielstwa opartego na wzajemnym szacunku.

    OdpowiedzUsuń