Rola ojca - Gdzie jesteś, Tato?

00:36 Mamy do Pogadania 41 Comments

- Mamoooo.. a ja to chciałbym mieć Tatę - dobiega mnie cichy głos starszego Bąka, schowanego już pod ulubioną kołderką i oczekującego na przyjście Morfeusza.
- Ale przecież masz.. - odpowiadam, nie zastanawiając się specjalnie nad znaczeniem tych słów.
- Mam, ale jak bym nie miał. Nie układam z nim puzzli, i na placu zabaw nie pomaga mi przejść przez tor przeszkód. A jak mnie w przedszkolu pytają gdzie jest i co robi, to ja zawsze muszę mówić "nie wiem". Chciałbym mieć tatę...



MONIKA
Myślałam, że nie zauważą jego nieobecności - przecież i tak zawsze był tylko obok nich, a nie z nimi. Że wystarczą im spotkania raz w tygodniu, w trakcie których (być może) będzie na tyle normalnie, na ile może być. Że wyjmie z szafy te puzzle, które kolekcjonowałam dla nich przez lata i otworzy pudełko z farbami - też tam są. Wszystko było. Bo i dom był - taki trochę na niby, ale był. Myślałam..

Rola ojca nie kończy się na byciu,

Gdzieś.. tam... byle być tylko. Na krótkim pytaniu: "co słychać"? I " czy tęsknisz"? On ma być wzorem do naśladowania. Oparciem, i wsparciem. Bohaterem nawet (!) Bo kto jak nie Tatko zabierając dziecko na spacer będzie się starał z całych sił nauczyć go czegoś nowego? Matula powie: "ostrożnie, bo spadniesz". Ojciec za to "zagrzeje do walki" i sam pomoże wspiąć się na najwyższy szczyt. To on postawi "wymagania". I dzięki niemu się Bąk nauczy, że pracować nad sobą trzeba a zdobywanie nowych umiejętności jest w życiu przydatne, bo to element walki o przetrwanie.

Myślałam, że im go zastąpię..

Już wiem, że nigdy tego nie zrobię, bo chociaż on nigdy nie był dla nich autorytetem to oni wciąż usilnie szukają go w innych mężczyznach patrząc na nich z podziwem. Bezpieczeństwa chcą. Stabilności. Szukają w każdym tych męskich cech i wartości, za którymi na co dzień tęsknią jako mali chłopcy. Kit z tym, czy byłby tą prawdziwą głową rodziny, co to utrzymuje ją samodzielnie bez pomocy bratniej duszy. I pal licho fakt czy stać go na to, by Dziecia zabrać na zagraniczne wakacje, czy jedyne co może mu w tej kwestii zaoferować to biwak nad brzegiem jeziora ( to jezioro pierdyliard razy lepsze być może od zagranicznych wojaży). Ojciec ma BYĆ. Tak naprawdę. Całym sobą. Bo rola ojca w życiu dziecka jest niezwykle ważna.

Rola Ojca w życiu Córki

Dobrego mam ojca. Zawsze miałam. Tylko on tak rzadko mówił, że kocha. A może nie mówił? Ja nie pamiętam. I chociaż Matula mi to powtarzała dość często, to dla mnie to było za mało. Jesteśmy tacy podobni .. ja, i on. Dwa uparte stworzenia, którym się ciężko do błędu przyznać. Czasem się przyznaję.. przepraszam. Dziękować juz nawet potrafię ale kochać.. (?). Mówić o tym jeszcze trudniej. Bo o ile moje Bąki nauczyły mnie tego wręcz natychmiast - gdy tylko pojawiły się na świecie - tak Jemu.. powiedzieć nie potrafię. Choćbym chciała.
On był.. gdzieś obok zawsze. Wiedziałam, że dobrze chce dla nas (dla mnie). Że się stara, żeby nam niczego nie brakowało, ale im byłam starsza, tym mniej czułam się córeczką tatusia. Podobno relacja córki z ojcem ma ogromny wpływ na to, jaką kobietą będzie ona w przyszłości. Wierzę. Widzę. Czuję. Nie chcę wdawać się w szczegóły mojego życia osobistego, ani też opowiadać o tym, że każdy mężczyzna, który stanął na mojej drodze był FRAJEREM (nawet " w rodzinie") ale mam świadomość tego, że rola ojca w życiu córki ( syna też) jest niezwykle ważna. Dlatego tak bym chciała, żeby był.. Teraz dla nich. Dla moich Bąków. OJCIEC. Ich ojciec! Albo ktoś, to potrafiłby im godnie tego ojca zastąpić.

A ŁUKASZ na to:
Na początek trzasnę komunałem: Nieważne kto zrobił, ważne kto wychował. I zaraz chce mi się cytować Mrożka:

"[...]Kobiety znają wartość życia ludzkiego, nie tylko dlatego, że rodzą ludzi, ale także dlatego, że ich wychowują i wiedzą, jaka to męka, odpowiedzialność i wysiłek. Mężczyźni nie wychowują dzieci, w najlepszym wypadku na pierwszego oddają na ten cel pewną ilość pieniędzy. Nic dziwnego, że potem masakra może wydać im się zajęciem nie tylko lubym, ale i pożytecznym."

No nie miał koleś patentu na mądrość, ale uważam, że to rolą kobiety jest wychować. Dla mnie to znaczy, tyle co w początkowym okresie życia człowieka przelać wystarczającą ilość bezwarunkowego ciepła, matczynej miłości, otoczyć opieką, rozumieć małego człowieka. Przecież to nie są rzeczy, ich się nie da posiadać. Gdy człowiek jest taki całkiem mały, rola ojca jest mocno ograniczona, często można by nawet określić ją zbędną. Wtedy to właśnie ta funkcja dostarczania środków na życie rodziny jest najistotniejsza.

Lecz gdy taki człowiek zaczyna wchodzić w konkretną interakcję z otoczeniem. Wykraczającą poza kilka rodzajów płaczu, które tylko matka jest w stanie zrozumieć. Wtedy ojciec zaczyna swoją rolę ojca.
Nasi przodkowie mieli nawet taki specjalny rytuał - postrzyżyny. W okolicach siódmego roku życia ojciec obcinał chłopcu dotychczas rosnące włosy i brał go pod kuratelę (brzydkie słowo)by kształtować jego charakter. Bo w tamtych czasach mężczyźni mieli charakter.

Dziś zaciera się to coraz mocniej, facet często musi pielęgnować, wymyśla się jakieś urlopy tacieżyńskie, kobieta miesiąc po porodzie wraca do pracy. Kurde jak to ma działać?

Sytuacja w mojej rodzinie daleko odbiega od ideału, z wielu powodów. Moje dzieci mają dwa domy. Nie jest to dla nich sytuacja naturalna i nigdy nie będzie, ale nie mają wyboru. Im nikt nie daje wyboru. Gdy młodzi są ze mną staram się być tatą wielofunkcyjnym. Gotuję, przyszywam urwaną szelkę do spodni zimowych, ale przede wszystkim... Uczę ich włazić na drzewa, zbierać chrust w lesie, jak wejść w pokrzywy większe od nich, by się nie poparzyli, eksploruję stare fortyfikacje, rzucam się śnieżkami organizuję andrzejki, robię ludziki z kasztanów... Nie dlatego by rywalizować z ich mamą, ooo nie! Dlatego, że między innymi taka jest rola ojca. 

Czy jakaś różnica jeśli chodzi o rolę ojca w życiu córki istnieje wg mnie? Podsumuję to komunałem: jak masz córkę musisz pilnować całej dzielnicy/osiedla/miasta*

*niepotrzebne skreślić.

Miałem tu napisać, że teraz ja się będę udzielał w dialogu. Więc piszę ;-)


41 komentarzy:

  1. To bardzo trudna sprawa. Wiadomo, że dziecko potrzebuje obojga rodziców i nic tego nie zmieni. Twoje dzieci mają Ciebie, są bezpieczne i kochane. Ty dajesz im wszystko co możesz. To najważniejsze. Za innych niestety nie możesz odpowiadać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monika: nie mogę. próbowałam wiele razy, ale nie wyszło. Teraz już nie próbuję.

      Usuń
  2. Relacje na lini córka-ojciec i odwrotnie są bardzo trudne. Czasem tak skomplikowane, że nie do obejścia. Wiem z własnego doświadczenia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monika: trudne? Nie zawsze przecież:) bywa, że córeczka jest jednak księżniczką Tatusia :)

      Usuń
  3. ja z tatą mam bardzo dobry kontakt. pewnie to kwestia że charakter po tacie odziedziczyłam:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MONIKA: nooo ja po moim tez i żremy się jak dwa psy :D ale kochamy też - chociaz o tym nie mówimy :)

      Usuń
  4. pieknie napisane.. Nigdy wczesniej nie widziałam u Ciebie takiego wpisu i nie wiedziałam o Twojej sytuacji. pamiętam na spotkaniu moją niezręczność zadanego pytania. Przez rok ( i czesc ciazy) bylam samotną matką. Wiem jakie to jest trudne. Jak nas hartuje i próbujemy samej sobie udowodnic, że damy radę- że zastąpimy również ojca. To był najtrudniejszy dla mnie czas. Pokazywać na zewnątrz, że wszystko jest w porządku- a w środku niczym rozsypany domem z kart. Dzieci szybko się przyzwyczajają do nowej sytuacji ale my.. do końca życia pamiętamy, że zostałyśmy oszukane, że to miało być inaczej.. na szczęście Ty jesteś super babką i masz cudownych chłopaków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M1: Heh... MArta nam to wgl się RÓŻNE wtopy zdarzają, właściwie od samego początku :) Nie wiem czyy pamiętasz :D Na swoim prywatnym blogu poruszałam już ten temat, ale nigdy nie pisałam w pierwszej osobie, więc tak naprawdę to tylko Ci wtajemniczeni mocno wiedzą jak wygląda nasza sytuacja - dla mnie to JUŻ pewnego rodzaju normalność, i nie wyobrażam sobie inaczej ;)

      Usuń
  5. Oj, dobrze ujęłaś problem. Mnóstwo dzieci ma jednego rodzica, ale niestety, ten jeden nie zastąpi drugiego, choćby nie wiem jak się starał.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo rozsądnie napisane... Niestety, w niepełnej rodzinie cierpi każdy. Czasem w "pełnej" też zbyt szczęśliwie nie jest, gdy jeden z dorosłych krzywdzi resztę rodziny. Szkoda, że często jest to wybór między "mniejszym złem"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monika: Niestety w zasadzie u nas to był taki wybór.

      Usuń
  7. Moja najstarsza, przez jakiś czas wychowywana była bez ojca, potem poślubiłam mojego męża. I mimo, że zastąpił córce tatę, to ciągle myśli o tamtym, chociaż gonie znała. Mój mąż jest tatą, dla moich dzieci, ale chyba też nie do końca takim , jak powinien. Nie potrafi zająć się całą trójką, w jednym czasie, jedno dziecko. Nie broni córek"przed złem świata", chyba, że mu powiem co i kiedy ma zrobić, nie wiem, jakie mają oceny, nic , kompletnie. Jest bierny, a mimo to córki go kochają, bo jest, zawsze. Są jednak przypadki kiedy lepiej nie mieć ojca na co dzień, kiedy pije, bije itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monika : Gdyby nie sytuacja przez Ciebie opisana na końcu komentarza, na pewno dalej próbowałabym żyć tamtym życie, żeby mogli mieć ojca na co dzień. W tej chwili może być z nimi mniej więcej raz na dwa tygodnie, a i tak nie zawsze korzysta z tego przwileju.
      Nie łudzę się, że kiedyś ktoś zastąpi im Ojca. I nawet nie szukam jego następcy

      Usuń
  8. Pięknie opisana rzeczywistość.. niestety!
    My mamy Tatuś-ka i wiem, że jest najważniejszym mężczyzna w życiu mojego juniora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monika: oj tak, Ojciec zawsze będzie najważniejszym mężczyzną w życiu DZiecka,. Chociaż mi trochę go zastępował Dziadek.

      Usuń
  9. Ja myślę, że dziś się to już trochę zmienia - na lepsze. To znaczy ojcowie chyba są bardziej świadomi swojej roli. A przynjamniej takie wyobrażenie w sobie pielęgnuję, bo jest takie optymistyczne.

    Ps. Dzięki za odwiedziny i komentarz! Dzięki temu trafiłam na Twojego bloga i mogę się trochę porozglądac i poczytać o babskich tematach. ;-) A podróżowanie z dzieckiem - damy radę, oby tylko finanse pozwoliły. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M2: Noooo do tej pory były TYLKO babskie ale skład nam się zmienił więc teraz to i o typowo męskich poczytasz zapewne :) Zapraszamy częściej ;)
      Wracająć do podróży z dzieckiem - ja to z dwoma Smokami sama wiele miejsc odwiedziłam, tych mocno oddalonych od naszego miejsca zamieszkania też i było całkiem ok.. Chociaz przygody też się zdarzały :D

      Usuń
  10. To prawda.. sami w sobie potrafimy dostrzec jakie błedy popełniono w trakcie naszego wychowania. Czasem brakowało obecności, czasem słów, a czasem bliskości. Mama często uczy miłości, czułości i ostrożności, a tata właśnie odwagi.. innego punktu widzenia.. Potrzebni są oboje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monika: a ja tej odwagi - choć bym chciała- nauczyć ich nie potrafię bo za często się boję. O Nich choćby.

      Usuń
  11. Ja też się tu dopiero rozglądam na twoim blogu i muszę przyznać, że zajrzałam w bardzo dobrym momencie bo akurat parę dni temu rozmawiałam z moim Udomowionym mężem na temat ojcostwa. Udomowiony wychował się bez taty, który bardzo młodo umarł. Całe życie czuł pewien rodzaj żalu, że jego rodzina jest inna. Miał lęki jak dziecko, że ktoś spyta o tatę i co wtedy odpowiedzieć. Na domiar złego mama nigdy nie rozmawiała z nim o jego uczuciach po stracie ojca. W każdym bądź razie, zmierzam do tego, że jest w tej całej tragedii jeden plus. Mój mąż ze smutnego dziecka bez taty wyrósł na super tatę. Może to doda ci trochę otuchy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monika: My rozmawiamy dużo ale szczerze mówiąc, jest coraz ciężej. Dla mnie nie ma trudnych pytań - rozmawiamy o wszystkim. Ale dla nich te trudne pytania już są - choćby w przedszkolu właśnie.

      Usuń
  12. Cudownie napisane ! Bardo madrze i zyciowo !

    OdpowiedzUsuń
  13. Nam się udało tak wszystko ułożyć, żeby córka została ze mną, a żona wróciła do pracy. Półtora roku była z mamą, a teraz półtora będzie ze mną. Mam możliwość pracy zdalnej, wieczorami, więc skorzystaliśmy, żeby nie musiała iść do żłobka. I jak jest? Ano chodzę sobie po podwórku, plotkuję z mamami, w domu ugotuję, upiorę i umyję, a wieczorem pójdę sprawdzić klemy na akumulatorze, bo żona skarży się, że auto "coś odpalić nie chce"(odrobina wazeliny technicznej załatwiła sprawę). Wydaje mi się, że córka nie widzi wielkiej różnicy; albo widzi, tylko jej to nie przeszkadza. Gratuluję zabawy w pokrzywach, moja ulubiona zabawa z dzieciństwa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monika: Z Tobą.. z Mamą.. ale rozumiem, że to się wszystko w jednym domu "rozgrywa"? :) równouprawnienei mamy przecie.. więc jak Wam tak pasi, to i dobrze :)

      Usuń
  14. Niezwykle mądry tekst wart polecenia. Wzbudził we mnie pewne emocje. Przykro jest, że istnieje tyle dzieci, które rodziców nie mają chociaż są obok tylko nieco zajęci innymi sprawami. To boli...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monika: No niestety, zdarza się i tak. Najgorsze jest to, że i mi, przynajmniej raz w tygodniu. Ale jestem głową rodziny, i czasami bywa, że muszę bardziej niż zwykle poświęcić się obowiązkom.

      Usuń
  15. Czasem bywa tak, że nawet jak rodzice są razem to i tak dzieci często mają tylko mamę. Mój mąż przez pewien czas pracował tyle godzin, że dzieci praktycznie go nie oglądały, nawet nie tęskniły jak go nie było. Teraz te braki musi intensywnie nadrabiać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monika: noo wyścig szczurów na całego. I chyba mogę powiedzieć, że znam z autopsji.

      Usuń
  16. To bardzo mądre słowa. Niestety tak zdarza się coraz częściej.

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo pięknie napisane. Prawdziwie

    OdpowiedzUsuń
  18. Mądrze napisane. Trzymajcie się, ja swojego ojca miałam na co dzień, ale i takj był daleko. Dzisiaj mam z nim o wiele lepszy kontakt, niż kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monika: mam nadzieję, (wciąż), że i u nas się to kiedyś odmieni.

      Usuń
  19. Wiele osób tak żyje niestety, że niby tata jest, ale ma dzieci w nosie. Kontakt słaby i tata jest ewentualnie od tego, że pieniądze przyniesie i ewentualnie czegoś zabroni. Mi się poszczęściło, że mam dwójkę dzieci ze wspaniałym facetem, który kreatywnością mnie ciągle zaskakuje. Buduje z dziećmi bazy z krzeseł i kocy, weźmie na sanki, poczyta i pogilgocze. My jesteśmy bardzo młodymi rodzicami. Urodziłam mając 18 lat, mój D miał 19 i pierwsze 2 lata życia naszej córki byłam przerażona brakiem większego zainteresowania dzieckiem poza obowiązkowym minimum. Potem coś się zmieniło, chyba po prostu dojrzał do bycia tatą i partnerem. Dzieciaki uwielbia i okazuje im bardzo dużo uwagi, a mi we wszystkim w domu pomaga. I nie uważam, żeby był przez to mniej męski, uważam, że przez fakt, że można na niego zawsze liczyć zasługuje na miano prawdziwego mężczyzny. Z moim tatą zawsze miałam świetny kontakt i mam do tej pory. Dzieciństwo wspominał z ogromnym żalem. Żalem, że tak szybko minęło i z masą pięknych wspomnień, których nikt nie może mi zabrać.
    Wszystkim dzieciom życzę tak pięknego i pełnego miłości dzieciństwa. Sama też możesz im stworzyć piękne dzieciństwo, na pewno samej trudniej. Ale pamiętaj, że to co im dasz teraz zostanie w nich całe życie :) Dużo siły, uśmiechu i miłości Wam życzę!
    www.majniaki.pl www.szafamajniaka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monika: wiem, i staram się :) daję z siebie wszystko:) dziękujemy za odwiedziny i zapraszamy częściej :)

      Usuń
    2. Będzie częściej! Dodaję do obserwowanych, bo dobrze piszesz / piszecie i fajne dyskusje pod postami :)

      Usuń