Uciążliwy sąsiad - czy można go sobie wychować?

12:42 Zawód Kobieta 22 Comments

Nie mam szczęścia do sąsiadów - i to w sumie zawsze. Przenosiłam się już wiele razy, i nigdy nie robiłam "rozeznania w terenie", czego czasem żałowałam. Bo trafił się nie jeden uciążliwy sąsiad, który na przykład nie miał pojęcia o tym, czym jest cisza nocna w bloku. Czy jest jakiś sposób na uciążliwego sąsiada?



ŁUKASZ
Też się kilka razy przenosiłem z miejsca na miejsce. I w sumie nie umiem sobie wyświetlić sytuacji problematycznych z sąsiadami. Może ostatnia miejscówka w Poznaniu dostarczyła wrażeń w postaci papierowych ścian - było słychać jak sąsiad pierdzi w kiblu przy oddawaniu moczu. Ale przecież nie zrobię o to zadymy. Trochę też imprezowali ci z góry, ale zawsze koło 22 się uspokajało, więc cisza nocna w bloku była zachowana. Poza tym pracowałem w nocy, więc niewiele mi przeszkadzało. Mieszkając w Anglii dobrze żyłem z sąsiadami, a ich pies prawie u mnie zamieszkał. W Izraelu sąsiadem był kolega z pracy, w dodatku posiadający to samo hobby... No nie wiem. Nie miewałem problemów. 


 MONIKA
No u nas w sumie zawsze jest ciekawie :) Uciążliwy sąsiad - niemożliwe, żeby się nie trafił. Nauczona doświadczeniem, zapytałam poprzednich właścicieli mieszkania jak to wygląda tutaj - jeszcze przed przeprowadzką. No ale co mogli powiedzieć - oczywiście, że wszystko jest w porządku. Cisza nocna w bloku godzinowo zachowana i wgl cud, miód malinki. I faktycznie na początku było ok - ale więcej nas tu nie było, niż byliśmy, więc nie zdążyłam sprawdzić jak się mieszka w nowym domu. Teraz już wiem. Wiem, że mam sąsiada, który zna każdy przebój disco polo i głośno o tym zawiadamia wszystkie sąsiadujące z nim rodziny. I takiego, co o 2 w nocy przychodzi do mnie po żelki (haribo koniecznie) albo.. LODA ;)
Szczerze mówiąc, jeżeli chodzi o hałas, to nie mogę narzekać  - mimo wszystko - bo słyszę go tylko wtedy, kiedy moje Bąki śpią albo ich nie ma. W innym razie to Oni robią największy rajban i to ja zastanawiam się wtedy, jak inni wytrzymują z takimi sąsiadami jak my. Ale jest coś, co mi przeszkadza - palenie na klatce. Nie cierpię smrodu dymu papierosowego ale ile razy można zwracać uwagę? Nie chce się złazić na dół, to niech smoli w domu.
Jak jest głośno, a jest czas ciszy nocnej - można wezwać policję. Z tego co wiem, kara grzywny może zostać wówczas narzucona - ktoś mi nawet mówił, że jak delikwent nie przyjmie, to może pójść na chwilę posiedzieć, czy to prawda? Nie wiem. No ale co zrobić z takim typkiem, co smoli na klatce?

ŁUKASZ
Ale się czepiasz drobnostek... Leci Ci ten dym do mieszkania? Kurcze właśnie zacząłem się zastanawiać... Uciążliwy sąsiad. Mi nie wiele rzeczy przeszkadza w ogólnym rozrachunku, może dlatego uważam, że nie miewam takich sąsiadów. Tak sobie myślę, że najlepszy sposób, to samemu nie być uciążliwym... Jakieś tam wystawianie śmierdzących śmieci na klatkę, czy palenie czy pozostawianie butelek po browarze, no znam to, ale jakoś mi to nie przeszkadzało nigdy. Zamykam drzwi od mieszkania i mam ich wszystkich w dupie generalnie. A najlepszy sposób na uciążliwego sąsiada moim zdaniem... Dom ze słomy i gliny w środku lasu.

MONIKA
Ejj ale właśnie o to chodzi, że leci do mieszkania. Nie zamierzam inwestować w inne drzwi - przynajmniej na razie (nie wiem jak długo to będzie mój dom), ale jak Tobie tak stanie 3 sąsiadów na jednej klatce i każdy jara faję, to nie dość, że na klatce się siwo robi to w domu też ten zapach czuć. Nie czepiam się - gdybym się czepiała, to goniłabym na górę za każdym razem, jak pan brzuchomówca zacząłby odstawiać koncerty o północy. A ja se pomarudzę we własnym domu - albo pośpiewam razem z nim ;)
Ktoś mi kiedyś opowiadał  o sytuacji z zegarem z kukułką. Co godzinę "bimbał" se tak głośno, że w nocy budził wszyskich świętych. Prośba nie pomogła, groźba też, to polazł ten ktoś do prawnika a potem do sądu,  i sąsiad musiał zegar wywalić i jeszcze 10 tysiaków zadośćuczynienia zapłacić. Ja bym pewno wolała kupić stopery do uszu, niż posunąć się do takiego czegoś ale.. to właśnie dlatego, że WCALE się nie czepiam :P A co do tego domku.. masz rację.. i chociaż ja lubię miasto (takie prawdziwe) to ostatnio też coraz częściej myślę sobie, że tak z dala od ludzi najlepiej..

A Wy.. Macie (albo mieliście) jakieś problemy z sąsiadami? ;)

22 komentarze:

  1. U nas w sumie cisza panuje, jak makiem zasiał (poza jedną sytuacją z wiertarką, na którą bardzo szybko i skutecznie zareagowałam) - ale za to mamy kilku sąsiadów wielkich "indywidualistów", którym chyba wydaje się, że nie mieszkają w bloku, tylko w domku jednorodzinnym - i usiłują za wszelką cenę swoje krzywe "wizje" przeforsować i narzucić swoje zdanie całej wspólnocie. Tacy to już chyba niereformowalni...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam najcudowniejszą sąsiadkę pod słońcem. Do tego mamy dzieci w takim samym wieku :)
    alexanderkowo.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja na szczęście nie mogę narzekać ;-) No, chyba że zacznie się sezon grillowy, to nastoletnie dzieci sąsiadów zaczynają urządzać imprezy w ogrodzie.... Ale mam z kolei małe pełne energii dzieci, więc jesteśmy kwita ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja mam niestety podzieloną ludność w moim bloku. Kochane sąsiadki, które we wszystkim pomogą i reszta osób, które nie rozumieją, że nie mieszkają same! Eh ;c
    http://lone-gunmens.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja na szczęście nie mam uciążliwych sąsiadów, tylko wręcz przeciwnie. Oby to się nie zmieniło.

    OdpowiedzUsuń
  6. Właściwie to przez ostatnie parę lat żyłam na walizkach, jedna przeprowadzka za drugą. Nie było czasu aby poznać sąsiadów ani dobrych ani tych uciążliwych.
    Od 2 lat mieszkam w jednym miejscu co uważam jest sukcesem ale wstyd się przyznać, wcale nie znam sąsiadów za to oni wiedzą o mnie wszystko nawet to czego ja sama o sobie nie wiem 😂 uroki mieszkania na wsi!!! Pozdrawiam serdecznie i zostaję z Wami na dłużej.

    OdpowiedzUsuń
  7. U nas w bloku mam spoko w sumie sąsiadów. Złego słowa nie powiem. Za wyjątkiem sąsiadki nad nami i jej córek, które tłuką się po nocach do późna tupią nogami, co chwilę spada im coś ciężkiego na podłogę, kiedy po 22 ścielą łóżka słyszę nagłe ŁUP!!!!! i tak dwa razy. Później jeszcze szycie maszyny roznosi się do bardzo późna, albo mikser, a czasem walenie garnkami czy inne takie jak trzaskanie szafkami, przy zamykaniu drzwi na noc musi je zawsze otworzyć , która by nie była to godzina, trzasnąć głośno i przekręca zamek w drzwiach dopiero wtedy! A czasem jeszcze muzyka albo awantury. Koło 24 wreszcie leje się woda do wanny i dopiero po 24 jest cisza i mogę spokojnie spać, bo mala się nie kreci bo jest w końcu cisza.
    W nowym domu nie wiem co za sąsiad naprzeciwko mieszka, raz rozmawialiśmy, ale obok nikt nie mieszka. :) nie ma domów. Dopiero kawałek dalej! :)
    Kiedyś mieszkając z rodzicami miałam takiego sąsiada co kazał grać synowi najczęściej jak się uczyłam wieczorami na organach. Trwało to po kilka godzin! :/
    Ale to w końcu blok. Ehh.. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pamietam, ze w bloku zawsze wszystko bylo slychac... najbardziej nie znosilam jednak jak ktos chodzil w szpilkach po domu!!! No jak mozna?
    Teraz mamy super sasiada z boku domu jednopietrowego. Jest bezproblemowy, rzadko kiedy jest w domu, lubi moich chlopcow, ma kotke tak jak my. Sasiad na medal :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. W sumie u mnie cisza i spokój - jedna tylko sąsiadka narzeka na wszystkich w bloku, którzy mają psy, bo jakoby czuje ich zapach... nie wiem jak, bo psy czyste i że yorki to nawet do psiego fryzjera chodzą :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Sama jakiś czas temu pisałam o naszych sąsiadach. Poza tymi z piętra niżej jest w porządku. Choć (odpukać) od kilku tygodni jest cisza. Mam nadzieję, że nie przed burzą. A palenie na klatce... Brrr. Kobietki ze wspomnianego mieszkania regularnie paliły na półpiętrze. Przecież w domu mają dzieci, a cudze są mało istotne. Ale zadbaliśmy o to, żeby nie mieć w domu palarni.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja nie mam, ale moi znajomi często siedzą sobie w max 3osobowym gronie, a tu nagle puka policja i z takim wzrokiem zdziwionym: ,,To gdzie ta impreza, bo sąsiedzi dzwonili ze skargą?"

    OdpowiedzUsuń
  12. Ciekawe zagadnienie, z podobną tematyką jeszcze się na blogach nie spotkałam. A sąsiedzi owszem potrafią być uciążliwi dla mnie zawsze numerem jeden będzie starsza kobieta, która wydziera się na ludzi, że psy jej pod oknami sikają, cóż jej okno a chodnik dzieli jakieś dobre 10 m, ale dla niej to nadal jej teren.... Kobieta ogólnie wzbudza irytacje zwłaszcza jak wydziera się na dzieciaki. No, ale cóż wredna sąsiadka to podstawa kulturalna chciałoby się rzec ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. oj miałam i to olbrzymie problemy z sąsiadami. Jakiś czas temu nawet pisałam o tym u siebie.
    Niestety z sąsiadami trzeba ostrożnie, bo łatwo zaognić sytuacje a wtedy jest dużo gorzej...

    OdpowiedzUsuń
  14. Sąsiadów mam z każdej strony za płotem ale są naprawdę świetni bo nawet ich nie widać i nie słychać :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja problemów nie miałam, a tych wszystkich sytuacji na akademiku nie wliczam bo przecież każdy wie czego sie spodziewać na akademiku. powiem tylko jak to jest u mnie w bloku... rodzice oboje palili, ale udało im sie rzucić. Po czasie jednak wyszło na jaw ze tata dalej pali. mama wpadała w szał jak tylko widziała jakaś pete, (a smrodek juz sie i tak dawno ulotnił), i w tej złości wyrzucała tatę na fajeczkę na klatkę schodowa. i tak to już u nas jest tata latem kurzy na balkonie a zima na klatce schodowej. nie pamiętam żeby kiedyś jakiś sąsiad miał do niego pretensje. ja miałam jedynie kiedy dopiero co wykurzył i wszedł do windy... i ten smrodek tam juz został tam na jakiś czas bleee :D

    OdpowiedzUsuń
  16. My mieliśmy szczęście do sąsiadów. Mieliśmy, bo od dwóch lat nad głową skacze nam chłopiec w wieku szkolnym, skacze, biega, zbiega i wbiega na rolkach po klatce schodowej kilkanaście razy dziennie (zejdzie, trzy minuty później wraca, znowu wychodzi, znowu wraca, wychodzi, wraca itd), do tego regularnie zaprasza koleżanki, które siedzą w ich mieszkaniu do godzinny 22, biegając z kąta w kąt i robiąc potworny hałas. Odbija piłkę o ściany na klatce schodowej, zrzuca ze schodów 1,5 litrową butelkę wody... Próbowaliśmy rozmawiać z mamą i babcią, nic to nie pomogło. Dowiedzieliśmy się, że mamy zająć się swoim dzieckiem, bo jak urośnie też będzie tak biegać, w końcu każde dziecko się tak właśnie zachowuje.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja nie narzekam na swoich sąsiadów choć raz na jakiś czas zdarzy się, że w nocy sąsiadka co mieszka pod nami za bardzo przeżywa orgazm kiedy dochodzi bo jej jekow czasami nie da się słuchać. Dzieci z partnerem nie maja.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. To fakt sąsiedzi są i będą mniej lub więcej uciążliwi niestety :( Ja też takich mam a w szczególności sąsiadka której zawsze przeszkadza moja antena tzn kabel wiszący delikatnie pod balkonem :)

    OdpowiedzUsuń
  19. MI udało się jakoś "wychować" jednego sąsiada, co to nas zalewał wielokrotnie i sądził, ze to rury, że to sprawy spółdzielni. Mąż wparował mu w końcu do mieszkania i problem się "sam" rozwiązał. A sąsiad na to, że on był pewny, że poprzednia lokatorkę mieszkająca przed nami tez zalewał...ech ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja naszczęście mieszkam w domu.. sąsiadów mam z każdej strony daleko od siebie i jeszcze płot, tuje...
    Mieszkałam w blokach za panny...i wiem co to znaczy mieć uciążliwe osoby blisko/.

    OdpowiedzUsuń
  21. Wychowalam sie w bloku i tak, zdarzalo sie, ze sasiedzi przeginali. U nas to byl 11-pietrowy wiezowiec, wiec i sasiadow bylo sporo. Kilka pieter wyzej mieszkalo dwoch nastolatkow, ktorzy od czasu do czasu urzadzali takie imprezy, ze dudnienie basow oraz wibracje czulo sie od samej gory po 3 pietro. Wzywana policja przyjezdzala, na kwadrans robilo sie cicho, po czym muza zostawala podglasniana od nowa. Nad nami mieszkala rodzina, ktorych dzieciaki notorycznie biegaly po domu niczym stado sloni i gralo w pilke. A ich tatus wracal do domu o 18 i zaczynal wiercic... Mieli jakas obsesje remontow, bo tam CALY CZAS slychac bylo albo wiercenie, albo walenie mlotkiem. Obled!

    Teraz mieszkam w domku, mam spokoj i tylko patrzac czasem na szalenstwa wlasnego potomstwa, wzdycham z ulga, ze nie musze sie martwic co o nas pomysla sasiedzi... ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Oj z sąsiadami bywa naprawdę różnie. Choć jeśli chodzi o robienie rekonesansu to chyba bym na to nie wpadła

    OdpowiedzUsuń